Stowarzyszenie Przyjaciół Jeziorzan

30 czerwca 2011 r.
Źródło: https://www.echokatolickie.pl/  

U nas, w Jeziorzanach

Stowarzyszenie Przyjaciół Jeziorzan – niewielkiej miejscowości w powiecie lubartowskim, jeszcze pół wieku temu noszącej nazwę Łysobyki, działa od niespełna dziesięciu lat. Jego członków, jak sami mówią, łączy jedno – miłość do tego wyjątkowego miejsca na ziemi nad rzeką Wieprz.
Kiedy szukając informacji o Jeziorzanach i stowarzyszeniu zaczynam od internetu, okazuje się, że jest ich niewiele. Do 1965 r. miejscowość nosiła nazwę Łysobyki. W ostatnim stuleciu kilkakrotnie zmieniała przynależność powiatową: w 1952 r. była w powiecie łukowskim, w 1973 w radzyńskim, a od 1999 – w lubartowskim. Gmina, której siedzibą są Jeziorzany, nie imponuje wielkością – w 2004 r. zamieszkiwały ją zaledwie trzy tysiące osób.
Nieco więcej faktów historycznych odnotowano na stronie Urzędu Gminy. To stąd dowiedzieć się można, że w czasie powstania listopadowego w 1831 r. wojska polskie pod dowództwem gen. Antoniego Jankowskiego stoczyły tu bitwę z Rosjanami. Przeszła ona do historii jako „wyprawa łysobycka”. Podczas I wojny światowej Łysobyki stały się osadą przygraniczną, ponieważ Wieprz wyznaczał granicę stref okupacyjnych: austriackiej i niemieckiej. Natomiast w 1939 r., podczas bitwy pod Kockiem, stacjonowała tu niemiecka 13 Pancerna Dywizja Zmotoryzowana. To ważne, bo m.in. do tych wydarzeń z przeszłości Stowarzyszenie Przyjaciół odwołuje się nieustannie – i z dumą.

Chory „na Jeziorzany”
– Jestem zakochany w Jeziorzanach! – mówi krótko Edward Szabelski, prezes Stowarzyszenia i jego siła napędowa, podkreślając, że właśnie tutaj urodził się, wychował i dorastał. Dlatego czuje się człowiekiem „stąd” – Jeziorzan, w których bywa z doskoku. – Dojeżdżam od czasu do czasu, ale robię to z przyjemnością, bo lubię być w ruchu – dodaje.
– Edward jest chory na Jeziorzany – Krystyna Rutkowska precyzuje chwilę wcześniej wypowiedzianą myśl, że prezes, od wielu lat mieszkający w stolicy, jest z Jeziorzanami związany emocjonalnie.
Wspominając początki działalności Stowarzyszenia, prezes co chwila wraca do swoich związków z Jeziorzanami, których dobro zawsze leżało mu na sercu, szczególnie w tak trudnych chwilach, jak groźba utraty statusu gminy czy zagrożenie bytu miejscowego GS-u. Zawsze, chociaż na odległość, starał się wspierać mieszkańców. – Jak mogłem, tak pomagałem – mówi. A podpytywany w kwestii nurtującej mnie zmiany nazwy miejscowości, wyjaśnia, że w całej sprawie i on maczał palce… – Z Łysobyków wszędzie się wyśmiewano. W końcu publiczna debata zadecydowała: Jeziorzany brzmi lepiej – stwierdza E. Szabelski. I wspomina chwilę, kiedy jako student zgłosił się do uczelnianego dziekanatu. Gdy jedna z pracownic zapytała o miejscowość, z której pochodzi, a on rzucił „Łysobyki”, usłyszał gromki śmiech.

Cel – wzniosły
Twórcom stowarzyszenia zależało przede wszystkim na tym, by Jeziorzany dowartościować. Właśnie dlatego przywołują nieustannie dwa główne cele, jasno określone w statucie: pielęgnowanie i upowszechnianie wiedzy dotyczącej lokalnej historii i tradycji oraz inspirowanie i podejmowanie działań na rzecz rozwoju społeczno-gospodarczego gminy. Uszczegóławiając założenia, prezes Edward Szabelski zaczyna od zadań dotyczących nie tak odległej przyszłości. Należy do nich upowszechnianie wiedzy o walce Polaków o wolną i niepodległą Polskę, w tym także o działalności konspiracyjnej Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich na terenie gminy. – Od początku nurtowała mnie myśl, że zasługi tych naszych lokalnych bohaterów należy przypominać, stawiając pomnik dla tych, którzy walczyli o niepodległą Polskę – mówi prezes. Skąd pomysł? – Mój ojciec był komendantem placówki Armii Krajowej w Jeziorzanach. Były to oddziały, które nie odegrały większej roli. Przygotowywali się wprawdzie do udziału w powstaniu warszawskim, ale do stolicy nie zdążyli dotrzeć ze względu na to, że na tereny Polski wkroczyli Rosjanie – dopowiada. Krystyna Rutkowska, która również była wśród założycieli SPJ, akcentuje potrzebę zaktywizowania i „rozruszania” mieszkańców – poprzez wyeksponowanie i wykorzystanie walorów przyrodniczych czy namawianie do agroturystyki. A szerzej – wypromowanie przepięknej, czystej okolicy… – Temu zadaniu pięknie przysłużyły się m.in. festyny „Wakacje w Jeziorzanach” – dopowiada Barbara Zaprzalska, nieformalny wiceprezes stowarzyszenia, reprezentująca poniekąd drugie pokolenie jego członków. – W gronie kilkunastu założycieli stowarzyszenia był mój tato. Ja dołączyłam nieco później – uściśla. Organizowany z rozmachem festyn przerodził się w dwudniową, pełną atrakcji imprezę. Niestety w kontynuacji przeszkodziła powódź na błoniach jeziorzańskich nad Wieprzem.

Im winniśmy pamięć
Pomnik o wydźwięku historyczno-patriotycznym wprawdzie nie stanął, ale za to pobudowany został pomnik Papieża-Polaka. Moi rozmówcy mówią o Janie Pawle używając tylko wielkich słów. – Bardzo trudno znaleźć lepszy wzorzec Polaka-myśliciela, widzącego w specyficznych losach Polaków cenny depozyt, którym należy się dzielić. Ale równie atrakcyjne winno być dla kolejnych polskich pokoleń wezwanie Jana Pawła II – „Nie lękajcie się” – zaznacza K. Rutkowska.
Myśl o budowie pomnika Jana Pawła II dojrzewała długo. Były przemyślenia, konsultacje, rozmowy ze społecznością parafii w Jeziorzanach. Ostateczna decyzja, podjęta przez radę parafialną, Stowarzyszenia Przyjaciół Jeziorzan, wspólnotę wiejską w Jeziorzanach brzmiała: budujemy. – Uznaliśmy, że pomnik nie jest celem samym w sobie, nie jest to sztuka dla sztuki, ale jest i zawsze będzie tym, co przypomina każdemu z nas żywe słowa, głoszone przez Jana Pawła II w czasie jego długiego pontyfikatu. Patrząc na pomnik, będziemy słyszeć jego słowa – wielkie i ważne, skierowane do każdego z nas – uzasadnia zaangażowanie E. Szabelski. Ale tym wiekopomnym dziełem stowarzyszenie przypomniało, że Jana Pawła II z Jeziorzanami łączy pochodzący stąd prof. Stanisław Płodzień. Pełniąc funkcję prorektora KUL, w 1954 r. przyjmował do pracy ks. doc. dr. hab. Karola Wojtyłę na stanowisko pracownika naukowego w Katedrze Filozofii.
W opinii Barbary Zaprzalskiej, to budowa pomnika sprawiła, że w oczach parafian stowarzyszenie zaistniało jakby na nowo. – Nie sposób nie odnieść wrażenia, że są z niego zadowoleni. Wiele osób w drodze do kościoła przystaje przy nim. Po prostu daje on okazję do zatrzymania się na chwilę i do zadumy…
Ale wyrazem pielęgnowania pamięci o przeszłości są także granitowe tablice w miejscowym kościele, ufundowane przez samych mieszkańców Jeziorzan – z inicjatywy Stowarzyszenia. Poświęcone przez ks. Sławomira Olopiaka, zawisły tutaj 25 marca 2009 r. Stanowią one hołd dla trzech kapłanów związanych z tutejszą parafią: wywodzących się stąd – ks. Wójcickiego – misjonarza w Chile oraz ks. prałata S. Płodzienia, jak też proboszcza parafii pw. Trójcy Świętej – ks. Kazimierczaka, który w okresie przedwojennym rozbudował i wyposażył kościół, a aresztowany przez Niemców zginął w Oświęcimiu.

Dzisiaj
Najbliższe plany stowarzyszenia to realizacja projektu „Wioska Rybacka – Jeziorzany”, skonstruowanego razem z Fundacją Partner. – Projekt ma na celu kontynuowanie tradycji związanych z rybactwem rzecznym, które kiedyś było jednym z głównych zajęć mieszkańców – wyjaśnia wójt gminy Jarosław Radomski – również tworzący szeregi stowarzyszenia. Projekt, który ma charakter edukacyjny, zakłada m.in. wykonanie narzędzi rybackich, zgromadzenie eksponatów, zorganizowanie izby pamięci poświęconej rybactwu i zorganizowanie festynu na zakończenie, czyli około października. Tyle uda się zrobić za otrzymane 50 tys. zł. – Być może drugim etapem będzie stworzenie repliki chaty rybackiej na bazie budynków należących do gminy, po ich wyremontowaniu. Może będzie to dobry krok do stworzenia wioski tematycznej nad Wieprzem – planuje wójt. Z pewnością przyciągnęłaby ona wycieczki szkolne, a nawet turystów. Czy to wystarczy, by zapobiec wyludnianiu się i tak małej liczebnie gminy? – To bardzo trudne – uogólnia J. Radomski. Dlatego pracę stowarzyszenia w tym kameralnym środowisku ocenia wysoko. Tym bardziej, że społeczników, takich jak pan Edward Szabelski, nie przybywa… – My, Polacy, mamy we krwi „pospolite ruszenie”, a zarazem trudności z systematyczną pracą. Ludzi niechętnie angażują się w działalność społeczną. Ale niewątpliwie Stowarzyszenie Przyjaciół Jeziorzan wnosi takiego ożywczego ducha. Nie byłoby tak spektakularnych akcji, jak organizowane wcześniej festyny – których bardzo brakuje, czy choćby budowa pomnika – mówi. Ale pozytywną opinię rozciąga też na mieszkańców Jeziorzan, gminy i parafii. Bo to oni, zarówno osoby prywatne, jak i właściciele firm, wspierają pomysły stowarzyszenia. Oczywiście ze świadomością, że są one dla nich. By mogli powiedzieć, że coś się dzieje – u nas, w Jeziorzanach.

Monika Lipińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *